poniedziałek, 21 stycznia 2013

T.Love Old is gold (2012)

Długo, strasznie długo zabierałem się do przesłuchania tej płyty. Niby znajomi mówili że fajnie, niby wcześniej znałem jeden z utworów  z tego wydawnictwa, ale jakoś nie przychodziła mi ochota na nowy T.Love.
Old is Gold, jak się okazało po przesłuchaniu, jest jedną z najbardziej dojrzałych, i najmniej komercyjnych płyt Muńka i reszty. Jestem na 99,9% przekonany że żaden z tracków z tego dwupłytowego wydawnictwa, nie będzie grany w żadnym polskim radiu( z wyjątkiem trójki, gdzie na LP3, Lucy Phere radzi sobie całkiem nieźle ).
Na płycie znajdziemy niebanalne teksty, z muzyką w różnorodnym klimacie. Króluje rock i... country, co mnie zdziwiło od pierwszych przesłuchań, ale Staszczyk daje radę i głosowo i interpretacyj-nie  Jest to płyta na której jest tyle rock n'drolla ile nie znalazłem na kilku płytach rockowych gigantów razem wziętych(ale to już tradycja u chłopaków).
Słuchając płyty ma się wrażenie, że płyta nie została stworzona dla nas- słuchaczy, ale dla samych muzyków.  T.Love zrobiło płytę, która zadowala przede wszystkim ich samych. Młodsi słuchacze mogą być zawiedzeni.
Płyta to głównie refleksja nad światem, i ludzkim przemijaniem. Płyta jest smutna, cholernie smutna.
 Co zwraca uwagę to na pewno świetna realizacja dźwiękowa, i doskonałe brzmienie wszystkich instrumentów( wielka brawa dla Sidneya Polaka na perkusji!). Słychać również dobrą, a momentami wręcz bardzo dobrą dyspozycję głosową Muńka Staszczyka, który po tylu latach na scenie( 30 lat na scenie z T.LOVE!!!) nic nie traci ze swojego uroku, świetnej zdolności interpretacji i panowania nad głosem. Mój faworyt z płyty to z pewnością "Lucy Phere".
   Podsumowując, płyta wydana na 30-lecie zespołu jest gorzką refleksją na temat przemijania, i na pewno nie jest dla wszystkich. Na tym dwu płytowym wydawnictwie, każdy ze starszych słuchaczy zasłuchanych w T.Love znajdzie coś dla siebie. Płyta jak najbardziej godna polecenia, Muniek i reszta są cały czas w świetnej dyspozycji.




CD 1
  1. "Black and Blue"
  2. "Frontline"
  3. "Old is Gold"
  4. "Wieczorem w mieście - film"
  5. "Menora Bentz"
  6. "Syn marnotrawny"
  7. "Jak nigdy"
  8. "Mętna woda"
  9. "Tamla Lavenda"
  10. "Poeci umierają"
  11. "Stanley"
CD 2
  1. "Lucy Phere"
  2. "New York"
  3. "Ostatni taki sklep"
  4. "2005"
  5. "Moja kobieta"
  6. "Country Rebel"
  7. "Skomplikowany (Nowy Świat)"
  8. "Orwell Or Not Well"
  9. "Modlitwa"
  10. "Henry Kadzidło"
  11. "Jeśli boga nie ma tu  


                                                                                                             Końcowa ocena 9.8./10 

P.S muzycznimaniacy zawitali też na facebooka. Lajkujcie czy co tam chcecie :  https://www.facebook.com/Muzycznimaniacyblogspotcom

piątek, 4 stycznia 2013

Posumowanie roku 2012

Witajcie!

Jako, że od 4 dni mamy już 2013 rok, pora na małe podsumowanie 2012 roku.

Jeśli chodzi, o mój profil na last.fm pierwsza trójca słuchanych utworów jest identyczna jak w zeszłym roku.
Na podium znalazły się Myslovitz( 3 miejsce, 360 odtworzeń), Happysad (2 miejsce, 775 odtworzeń) i oczywiście Dżem, którego statystyki na moim profilu przewyższają wszystkich( 1 miejsce, 1 393 odtworzenia). Tuż za podium zainstalowało się T.Love( 264 odtworzenia). Najrzadziej słuchanym artystą, był Rusty Zinn( gitarzysta blues-rockowy, trochę dziwny, żyjący w swoim świecie).

Przechodząc do utworów, pierwsza trójka to: Happysad- Zanim Pójdę( 3 miejsce, 54 odtworzenia), Happysad- Nie ma Nieba( 2 miejsce, 56 odtworzeń) i Myslovitz- My( 1 miejsce, 61 odtworzeń). Co warte zauważenia, na najwyższym stopniu podium po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna nie znalazło się "Do Kołyski", które tym razem ostało się na 6 miejscu( 40 odtworzeń).

Co do płyt słuchanych przeze mnie w 2012 roku to, to podium: przedstawia się tak: Maciej Balcar-  Ogień i Woda (104 odtworzenia, 3 miejsce), Dżem-Muza( 136 odtworzeń),  Happysad- Nieprzygoda (197 odtworzeń, 1 miejsce). Jak widać, jedna z najlepszych płyt rockowych po 1990 roku, góruje wyraźnie nad innymi. Wątpię, aby to zmieniło się w przyszłym roku, chyba żeby Myslo lub Dżem wydali nową płytą studyjną, ale na to się nie zanosi.

Pora teraz na podsumowanie najlepszych płyt, zespołów, i artystów w 2012.
Jeśli chodzi o Polskę, to napewno warto posłuchać, nowej płyty Happysadu, która jest najbardziej dojrzałą płytą chłopaków ze Skarżyska. Umiejętnie mieszają alternatywę z rockiem i punk-rockiem  w najczystszej
postaci. Warto też posłuchać nowego wydawnictwa Dżemu. Legenda polskiego blues-rocka, zaprezentowała się dla odmiany w odsłonie Symfoniczniej, i po raz kolejny potwierdziła, że nie ma sobie równych jeśli chodzi o solówki gitarowe i emocje. Fajnie patrzeć, jak Maciek jest z koncertu na koncert coraz lepszy. Beno w  wywiadzie dla któreś z regionalnych pism, wspomniał że czas myśleć o nowej płycie studyjnej. Oby na myśleniu się nie skończyło. Ciekawą propozycją, jest też debiutancka płyta Meli Koteluk, która zaskakuje fenomenalnymi aranżacjami. Nie mogę ukrywać również, że uwielbiam jej barwę głosu. Oby się nie zmieniała,   to będę wiernym fanem. Podobnie mogę napisać przy płycie Kamila Bednarka( Think About Tommorow, jest fantastyczne!). Ale tradycyjnie, każda wydana płyta Hey, jest płytą roku. Nie inaczej było tym razem, Do Rycerzy, do szlachty do mieszczan, jest zdecydowanie najlepszą polską płytą rockową. Równać się z nią może tylko nowa płyta Acid Drinkers.
Natomiast poza granicami kraju, warto odnotować całkiem pozytywny powrót  The Stranglers po 6 latach (całkiem fajna płyta swoją drogą, warto przesłuchać). Całkiem okej, była też płyta Neila Younga. Ale najlepsze wydawnictwa były dziełem zespołu Green Day, do którego się przekonałem dzięki najnowszym wydawnictwom, a to już coś :D. Płyta Alicji Keys, jest bardzo klimatyczna, uwielbiam Alicję jako artystkę, i piosenkarkę. Można też odnotować powrót No Doubt, z Glen Stefani na wokalu.



Skoro napisałem, o wydawnictwach na które warto zwrócić uwagę, to trzeba też napisać o tym, o czym jednak warto zapomnieć. Zupełnie nie porwała mnie płyta Muse, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że jest to zespół, tylko przeciętny. Kompletnie nieudaną płytę, zaprezentowała też, nad czym ubolewam wydała Tanita Tikaram. Płyta nadaje się do słuchania tylko przez najzagorzalszych fanów, jest bardzo męcząca. Mam nadzieję, że kolejne jej wydawnictwa będą na poziomie, na który ją niewątpliwie stać.

uff rozpisałem się :). Następny wpis, to prawdopodobnie dawno już zapowiadana recenzja nowej płyty T.Love. 


piątek, 28 grudnia 2012

Dżem-Muza(2010)

Długo zbierałem się do tej recenzji,oj długo. Cały czas myślałem, jak ją zacząć, co mam napisać.

"Muza" powstała 6 lat po średnim wydawnictwie jakim było" 2004". Chłopaki chcieli stworzyć coś fajnego, dojrzałego i w stylu Dżemu. I udało im się.
  Pierwszym utworem z płyty  jest "Koniecznie". To kompozycja Bena Otręby do tekstu Maćka Balcara. Utwór to kwintesencja Bluesa. I Dżemu. Chłopaki bawią się dźwiękami. Fantastyczną partię pianina zagrał Jasiek Borzucki, dla którego to była pierwsza studyjna płyta z Dżemem. Maciek też tu śpiewa na dużym luzie. Ta kompozycja pokazuje cały kunszt kompozytorski Bena. Drugi w kolejności jest "Partyzant", moim zdaniem( i nie tylko moim) to najlepszy i najdojrzalszy muzycznie i tekstowo utwór na płycie. Co warte podkreślenia, utwór ten to debiut kompozytorski Zbigniewa Szczerbińskiego w Dżemie.Debiut na miarę Messiego w Barcelonie. Mam nadzieję, że to nie ostatnia płyta z utworami skomponowanymi przez stojącego zawsze daleko z tyłu perkusistę. Co do warstwy tekstowej pojawiło się trochę zarzutów że to ściąga z "Najemnika I i II", ale te zarzuty są zupełnie bezpodstawne ;). Następny utwór to "Ani dużo, ani mało". Kompozycja Bena Otręby do tekstu Marka Robaczewskiego. Jest to jeden z 2 utworów na płycie, który nie wywołuje żadnych reakcji, ot taki przerywnik. Przynajmniej dla mnie. Następnie na płycie pojawia się utwór "Bujam się". Kompozycja Maćka do słów Michała Zabłockiego( na stałe piszący dla Grzegorza Turnaua). Fajna rockowa ballada, z niezłym tekstem(ale to u Zabłockiego normalka). Jurek Styczyński i Adam Otręba, dają fantastyczne solowe popisy w tym utworze, dobre wrażenie zostawia też świetna interpretacja Maćka.
Następny utwór to "Wolności Dni", delikatne kojące reggae, napisane przez Bena Otrębę, do słów Roberta Kasprzyckiego. Utwór idealny na wakacyjny czas, typowo radiowa piosenka, nie wybrana niestety jako singiel. Rzadko również wykorzystywana na koncertach.  Następnym utworem jest " To wszystko co mam", czyli kompozycja Zbyszka Szczerbińskiego do słów Maćka. Piękna rockowa ballada, z fantastyczną po raz kolejny dramatyczną interpretacją Maćka, który wyrasta na najlepszego polskiego rockowego wokalistę. Swoje daje też świetnie grający na perkusji Zbyszek Szczerbiński.  Następne  uttwór to "Do Przodu" czyli w pełni autorska kompozycja Maćka, wybrana na główny singiel promujący "Muzę", szybkie rockowe riffy i optymistyczny tekst który zawsze poprawia nastrój to to, co charakteryzuje ten utwór. Następnym utworem jest "Za to, że żyję" kompozycja Maćka Balcara do słów Mirosława Bochenka( tego, który napisał tekst "Autsajdera"). Utwór charakteryzuje się świetnym basem Bena Otręby idealnie wpasowany do gitar Jurka i Adama.Walorem utworu jest też tekst, z którym większość może się utożsamiać. Następny w kolejności jest utwór "Leci Muza", drugi z utworów, który ani nie zachwyca, ani nie budzi politowania jak Daniel Sikorski . Taki przerywnik. Utwór można by rzec alternatywny, ale widać że nie mieli pomysłu na tekst ani na muzykę, której autorem jest klawiszowiec zespołu- Jasiek Borzucki.
Następnie jest jeden z moich ulubionych kawałków z płyty- "Jesteś nie dla mnie". Kompozycja Bena do słów Maćka, który pisze w utworze o odrzuceniu miłości pewnej (pięknej?) niewiasty do niego. Fajnie w tle komponują się klawisze Jasia Borzuckiego. Chciałbym kiedyś usłyszeć ten utwór, w wersji akustycznej ;).
Przedostatnim utworem na płycie jest "Strach". Najbardziej stricte rockowy utwór na płycie, Maciek pokazuje tu czarną stronę swojej duszy jak i genialne możliwości interpretacyjne. Utwór napisał Beno Otręba, który od kilku lat wyrasta na głównego kompozytora grupy. Brawa też po raz kolejny dla Jasia za genialną partię Hammonda w tle. Ostatnim utworem, jest "Szara Mgła". Utwór Bena do słów Maćka. Wydaje mi się, iż Maciek chciał mieć w swoim dorobku swoją wersję "Całej w Trawie", jednak do arcydzieła RR dużo mu brakuje. Aczkolwiek dosyć smętną propozycję Maciek zinterpretował doskonale.

Podsumowując, "Muza" Jest świetną dojrzałą płytą. W stylu Dżemu. Chłopaki nigdy nie schodzą poniżej pewnego poziomu, i płytę śmiało można polecić fanom rocka i bluesa.

ocena: wyjąwszy utwór tytułowy, śmiało daję 10/10


















piątek, 30 listopada 2012

Statystyki, Statystyki cz.2

Witajcie! z okazji pęknięcia bariery 18000 odtworzeń na last.fm, dzisiejszy wpis będzie poświęcony w całości statystykom. Okres obejmie minione pół roku.

Najczęściej słuchani artyści/zespoły :
15. Paolo Nutini (70 odtworzeń)
14. Eric Clapton ( 74 odtworzenia )
13.Queen (80 odtworzeń)
12. Norah Jones (82 odtworzenia)
11. Ania Kłys (83 odtworzenia)
10. Strachy na Lachy (86 odtworzeń)
8. Elektryczne Gitary (102 odtworzenia)
8. Katie Melua (102 odtworzenia)
7. Maciej Balcar (111 odtworzeń)
6. Stanisław Soyka (119 odtworzeń)
5. T.Love (138 odtworzeń)
4. Avril Lavigne( 140 odtworzeń)
3. Myslovitz (262 odtworzenia)
2. happysad (502 odtworzenia) 
1.Dżem (696 odtworzeń)
 Najczęściej słuchane albumy artystów/zespołów z pierwszej "3" :
Myslovitz:

3.Korova Milky Bar( 26 odtworzeń)
2.The Best of Myslovitz (28 odtworzeń)
1.Miłość w Czasach Popkultury (79 odtworzeń)

Jak widać, najlepszy moim zdaniem album Myslo, zdecydowanie góruje nad innymi płytami)




happysad: 

3. Na żywo w studio (28 odtworzeń)
2. Wszystko jedno ( 42 odtworzenia)
1. Nieprzygoda (123 odtworzenia, jest to najczęściej słuchana płyta ogółem)

Nieprzygoda, która była najczęściej słuchana, podczas poprzedniego podsumowania, jest najbardziej dojrzałą z płyt, które zespół ze Skarżyska- Kamiennej wydał. Możliwe, że przy następnym podsumowaniu, do pierwszej trójki wejdzie "ciepło-zimno".

Dżem: 

3. 2004 ( 27 odtworzeń)
2. Akustycznie(suplement) - 33 odtworzenia
1. Muza (81 odtworzeń)

Przy Dżemie, również bez zaskoczeń, Muza jest najlepszą  z 2 płyt wydanych z Maćkiem, obydwie "rozdziela" akustycznie(suplement), która jest najlepszą pod względem muzycznym płyt z Ricardo.

Najczęściej słuchane utwory:

3. Mr. Big vel Cat Stevens- Wild World ( 32 odtworzenia)
2. Happysad- Zanim Pójdę (40 odtworzeń)
1. Myslovitz- My ( 49 odtworzeń, jeszcze raz dziękuje mojej koleżance, za przywrócenie mi fazy na Myslo :D)

Najlepszy debiut na liście słuchanych :

* Gabrielle Aplin, za fantastyczny singiel "Home", i fantastyczny,oryginalny głos
* Birdy, za fantastyczny głos, i niezwykłą dojrzałość w wieku zaledwie 16(!) lat
* Nina Nesbitt, za singiel  "Glue", który raz posłcuchany, nie wyjdzie z głowy. Wiążę z  nią ogromne nadzieje.
* Zabili Mi Żółwia- polska grupa rockowa/ punk- rockowa, która kompletnie zawojowała mój umysł utworem "wiosna"
Chciałem dać też jakiegoś mężczyznę, ale nie ma kogo dać, z braku laku można dopisać Piotrka Karpienię, za singiel "Zagubiona".

Największe postępy :
Nikt, z młodych wykonawców, nie poprawił ani nie osłabił swoich osiągnięć, więc wpisuje Happysad, który wydał najbardziej dojrzałą( obok "Nieprzygody") płytę, która śmiało może być płytą 2012 roku.



Nadzieja na lepsze:

Birdy. Mam nadzieję, że z biegiem lat nie straci swojej autentyczności i prawdziwości, bo jak na razie jest artystką kompletną, z zadatkami na artystkę wybitną, która może zawojować świat.

 

Najbliższy wpis, to recenzja, prawdopodobnie T.Love- Old is gold.


P.S. Z dużym zadowoleniem przyjąłem informację, o nagrywaniu płyty przez Paulinę Lendę, która ma jeden z najbardziej oryginalnych głosów w Polsce. Oby jej się udało.




niedziela, 25 listopada 2012

Mela Koteluk - Spadochron

Nie bardzo byłem przekonany do Meli Koteluk, większość mi odradzała jej twórczość, żeby niby nudna i twórna. Zaryzykowałem, kupiłem płytę, polecaną przez trójkę, chyba jedyne obok eski rock(od czasu do czasu) radio z MUZYKĄ. I jest to jeden z moich najlepszych zakupów w tym roku. Muzyka Meli, nie jest banalna ani muzycznie ani tekstowo. Mela chce pokazać tą płytą wszystkie swoje możliwości. I udaje jej się to, ale mam cały czas nieodparte wrażenie, że to w tej młodej dziewczynie drzemią nieograniczone możliwości wokalne jak i aranżacyjne.
 Na płytę składa się 12 utworów, 11 z nich jest po polsku, a ostatni dwunasty utwór jest w języku angielskim ("In the meantime"). Mela jako single wypuściła "Melodię Ulotną", który moim zdaniem będzie singlem 2012 roku oraz  "spadochron".
Koteluk na płycie, bawi się dźwiękami, mamy i fortepian, i gitary, i różnego rodzaju tzw. przeszkadzajki.
Podczas odsłuchu płyty, cały czas myślałem, kogo on mi przypomina. I doszedłem do wniosku, że muzycznie podobna jest do Susanne Sundfor z jej pierwszych płyt.
Podsumowując, na debiutanckiej płycie tej zdolnej artystki każdy znajdzie coś dla siebie. Aczkolwiek, widać że Mela czerpie dużo z tzw. muzyki alternatywnej i pewnie właśnie w tę stronę pójdzie. Mam nadzieję że ona wraz z Julką Marcell i Romantykami Lekkich Obyczajów(o których wkrótce u mnie więcej) będzie rządzić i dzielić sceną alternatywną nie tylko w Polsce.

ogólna ocena : 9.1/10 

P.S pisząc recenzję oglądam mecz Barcelony z Levante. W pewnym momencie po zejściu Daniego Alvesa, Barca zagrała 11(!) wychowankami. Coś niesamowitego. Madryt i reszta mogą się uczyć.

P.S.2 wiem co że to jedna z krótszych recenzji, ale ostatnio wogóle weny nie mam ;)


poniedziałek, 12 listopada 2012

Areosmith- Rocks(1976)

Szczerze powiem- nie planowałem tej recenzji. Przypadkowo zobaczyłem tę płytę w Empiku w promocji. Pomyślałem- wezmę, zobaczę co mają do zaoferowania ;). Nie byłem do tej pory zbytnio zasłuchany w Areosmith- znałem tylko "Crazy" i " I don't wonna miss a thing". I nic więcej.
Odpaliłem pierwszy kawałek- "Back in the Saddle", i wiedziałem że to będzie to . Utwór typowy dla lat 70, bardzo w swoich klimatach "Zeppelinowski".  I ten charakterystyczny wokal Steven Tylera. Cudo po prostu. Gitary też dały radę,bardzo dobre riffy. Drugi utwór- "Last Child", to utwór to typowy blues, i znów fenomenalne, powtarzane do znudzenia riffy. Podobnie jak "Back... " klimatem bardzo przypomina Led Zeppelin ale i black sabath w trochę łagodniejszej odsłonie. Rat's in the cellar- to zupełnie inny klimat.  Areosmith zrobiło trochę hałasu, i wzięło się za Hard Rock. Proste,rockowe riffy,rozmowa gitar. Klimaty które uwielbiam. Combination to również, hard rock ale znów bliski grupie z Londynu. Utwór to popis gitarzystów i basisty. Przesłuchałem utworu raz, drugi, potem trzeci. I myślę sobie o to właśnie chodzi w takim graniu. Podobne klimaty grali również Doorsi, ale i Breakout( na samym początku). Sick as a dog, zaczęło się partią gitary, a ile bodajże cytrą grającą w tle. Fajny pomysł na urozmaicenie płyty. Tekst utworu nawiązuje do niemożliwości wypowiedzenia uczucia przez młodego człowieka, który "zachowuje się jak zbity pies...". Po pierwszym przesłuchaniu byłem zdziwiony, ale nie takie dziwne teksty już słyszałem (vide "Love Story" Wilków czy "Glue" Niny Nesbitt").  Nobody's Fault to ostry,hardrockowy utwór, z (który to już raz?) świetną partią gitar jak to u Areosmith. Momentami, riffy przypominają mi Black Sabbath, nawet. Warto wyróżnić lekko psychodeliczny wokal Taylera. Get the Lead Out to dziwny utwór jak dla mnie, trudno go zaszufladkować. Ciekawy, powtarzalny riff, i znów psychodeliczny wokal Taylera. I tym razem popis perkusisty w tle. Tekst natomiast nawiązuje do... Booggie Wooggie. Dziwny,dziwny utwór. 
Lick and a promise, to typowo psychodeliczno-hardrockowy utwór.  Znów kapitalne partie gitar, pełen emocji wokal. I popisy basisty z perkusistą w tle. Utwór bliski klimatom the who(może trochę przesadziłem- nie wiem) czy pschychodelli doorsów. Słucha się fajnie. Płytę wieńczy Home Tonight.  Zaczyna się na rockowo, w pewnym momencie Talyor śpiewa tylko z pianinem elektrycznym, a potem znów wchodzi pełne instrumentarium. Ciekawie zbudowany utwór, z fajnym pianinem, które cały czas się przewija w tle. Utwór idealny na koniec koncertów, z możliwością rozdbudowania go na końcu. Ostatnie takty utworu, to już tylko popis muzyków, Taylor daje im możliwość po popisania się. 

Płyta mnie zaskoczyła, i to bardzo. Spodziewałem się że mi nie podejdzie, że męczarnią będzie  napisanie recenzji, nie mówiąc już o przesłuchaniu płyty. Na szczęście płyta daje mi to to co kocham w muzyce. Niebanalne teksty, świetne rockowe riffy i wspaniała warstwa intstrumentalna. Ale nie przypadkiem przecież płyta znalazła się na  176. miejscu miejscu listy 500 najlepszych albumów wszech czasów wg Rolling Stone. 

ocena: zastanawiałem się nad 10/10 ale ostatecznie  
9.4./10 

poniedziałek, 22 października 2012

EZU cz.9

witajcie po ponad miesięcznej przerwie, przyznaję trochę zaniedbałem bloga, nadrobię to z nawiązką, obiecuje ;)

 Pora na 9 część Igoropedii :D. Dziś szkocko-włoski brylant śpiewający rock,folk rock i indie rock. Mowa o Paolo Nutinim.  25-letnim szkockim(z włoskimi korzeniami) artyście, którego charyzmatyczny i oryginalny wokal(mam taką nadzieję) będzie szeroko rozpoznawalny. Paolo urodził się 9 stycznia 1987 r. w szkockim  mieście Paisley, znanym bardziej z MŚ w curlingu niż tradycji muzycznych. Jego edukacja, zaczęła się od tego, iż jego ojciec pokazywał mu różnorodną szkocką muzykę. Odkrył w Nutinim talent, zachęcał go do śpiewania. W wieku 16 lat Paolo założył swój zespół. Następnie przeprowadził się do Londynu, i zaczął grać w różnych pubach. Tuż po 18 urodzinach  spełniło się jego marzenie. Wytwórnia Atlantic Records zaproponowała mu nagranie płyty. Owocem współpracy jest płyta "These Streets" z 2006 r. wyprodukowany przez Kena Nelsona. Płyta przepleciona jest "surowym" rockowym graniem i bluesowym charakterystycznym wokalem artysty. Jak sam Paolo mówi, jest to płyta biograficzna, z historią jego związków ze starszymi kobietami("Jenny don't be hasty","Rewind").  W pierwszym tygodniu sprzedaży płyta dotarła do 3 miejsca na liście najchętniej kupowanych płyt, z liczbą 35 tyś sztuk(to jednak mało jak na Wlk. Brytanię). Sprzedaż płyt, bardzo wzrosła(o 43% !) w sylwestra 2006, kiedy pod wpływem alkoholu zaśpiewał, a właściwie wybełkotał  "Jenny...", zapomniał o refrenie, a na końcu... spadł ze sceny. 
Sam Paolo o tym albumie mówi tak : 
 "To jakby pamiętnik z moich 3 ostatnich lat spędzonych w Londynie. Znajdziemy tam romantyczne kawałki, np. o starszej dziewczynie. Ona miała 23 lata, ja jej powiedziałem, że mam 22 – i uwierzyła mi. Faktycznie miałem wtedy 18 lat. (...) Lubię myśleć, że ludzie słuchający mojej muzyki myślą, że jest wartościowa." 
Dyskografia Artysty :
Albumy studyjne:
2006-These Streets
2008- These Streets/Festival edition
2009- Sunny Side up(mój ulubiony jak na razie)

Single: 

- Last Request (06'r) 
- Jenny Don't be hasty (06'r) 
-Rewind (06'r) 
-New Shoes (07'r, Paolo śpiewający klimaty reggae, to rzadki widok!) 
-Candy(09'r, dotychczas mój ulubiony z singli, perfekcyjny w każdym calu:) )
- Coming Up Easy(09'r) 


Paolo, raz wystąpił w Polsce, na tegorocznym Openerze ( żałuję, że nie byłem, następnego koncertu w Polsce nie przepuszczę).

Moja opinia o artyście:

Artysta na pewno godny uwagi. Ma w sobie to co powinien mieć artysta : szczerość, spontaniczność, jest melodyjny, ma słuch absolutny. I niebywale charyzmatyczny wokal. Mam nadzieję, że nie pójdzie drogą np. Agnieszki Chylińskiej, która z rasowej rockowej wokalistki, stała się popową,przesłodzoną,laleczką artystką     piosenkarką lubiącą Rihannę, i inne jej podobne wynalazki. Taki mały apel do Paolo : rób swoje, i nie słuchaj tego co ci mówią. Graj to co masz w sercu, i tyle.